Arka jechała do Szczecina z nastawieniem na odgonienie wyjazdowych demonów z rundy jesiennej i walkę o pierwsze trzy punkty w delegacji w tym sezonie, które byłyby zarazem premierową wygraną w stolicy Pomorza Zachodniego. Dawid Szwarga nie zaskoczył desygnowanym przez siebie wyjściowym składem - okazał się on taki sam, jak przed tygodniem w konfrontacji z Legią. Z kolei Thomas Thomasberg zdecydował się na zmianę ustawienia z 4-4-2 na 4-5-1. Kamil Grosicki został przesunięty z ataku na swoją nominalną pozycję na skrzydle, na szpicy od pierwszej minuty pojawił się Karol Angielski, na ,,szóstce" nieoczekiwanie duński szkoleniowiec zainstalował Kellyna Acostę, a na środku obrony - wracającego do pełni sił po problemach zdrowotnych Attilę Szalaia.
Mecz zaczął się od piorunującego uderzenia gospodarzy. Już w 5. minucie Pozo zagrał z głębi pola kapitalną otwierającą piłkę w kierunku szarżującego prawym skrzydłem Grosickiego, reprezentant Polski błyskawicznie odjechał Gojnemu i Marcjanikowi, po czym świetnie dograł na 7. metr na nogę Mukairu, a Nigeryjczyk, który urwał się spod opieki Navarro, dostawił tylko nogę, perfekcyjnie finalizując szybki atak Pogoni i wyprowadzając szczecinian na prowadzenie. W pierwszej połowie na murawie nie działo się zbyt wiele. ,,Portowcy" po zdobyciu bramki osiedli na laurach i nie byli zbyt skorzy do kolejnych wypadów ofensywnych, a Arka biła głową w mur, zagrażając terenowi Cojocaru jedynie ze stałych fragmentów gry, przy czym i tak w tych przypadkach sędzia odgwizdywał spalonego. Do przerwy miejscowi trzymali korzystny dla siebie rezultat.
Po zmianie stron piłkarze Szwargi nie prezentowali się wiele lepiej. W 60. minucie po dośrodkowaniu Wahlqvista z prawej strony do strzału głową z 5 m doszedł Angielski, którego Szota zostawił całkowicie samego, natomiast Węglarz wykazał się kapitalną robinsonadą i spektakularnie wyciągnął uderzenie napastnika gospodarzy. Osiem minut później Jakubczyk przebijał się ze strzałami na bramkę Pogoni, ale najpierw został zablokowany, a potem uderzył zbyt lekko - piłka jednak trafiła wprost pod nogi znajdującego się w doskonałej sytuacji na 5. metrze Szoty, ale stoper żółto-niebieskich nie zorientował się w sytuacji, nieczysto trafił w futbolówkę i Ulvestad wybił ją sprzed linii bramkowej. W 80. minucie Greenwood próbował szczęścia z 20 m, natomiast Węglarz nie miał problemów ze złapaniem piłki. Trzy minuty później szczecinianie rozegrali szybką akcję bazującą na wymianie futbolówki między Mendy'm a rozpędzonym na lewym skrzydle Grosickim, ale ostatecznie Francuz przy próbie technicznego uderzenia przeniósł piłkę z 13 m nad poprzeczką. W piątej doliczonej minucie jeszcze Greenwood miał szansę z rzutu wolnego z 20 m, jednak skierował futbolówkę minimalnie ponad bramką. Chwilę później sędzia Frankowski zakończył rywalizację w 21. kolejce.
Mecz w Szczecinie okazał się kolejną kompromitacją drużyny Szwargi. Arce przy Karłowicza szło jak krew z nosa. Zespół przez 90 minut stworzył sobie tak naprawdę tylko jedną klarowną szansę (tę Szoty), a i ona pojawiła się w wyniku przypadkowego bilarda w polu karnym. Żółto-niebiescy na wyjazdach prezentują się jak ekipa dwie-trzy klasy gorsza od kolejnych przeciwników, niepasująca do poziomu Ekstraklasy, będąca wstydem dla swoich kibiców. Zawodnicy ofensywni mają związane nogi, w poczynaniach gdynian widać jedynie paraliżującą bojaźń. Anemia, bezradność, bierność. Arkowcy już na starcie rywalizacji pozycjonują się w roli Kopciuszka niezdolnego do podjęcia jakiejkolwiek walki i proszą rywala tylko o jak najniższy wymiar kary - zupełnie jak reprezentacja Polski w meczu z Argentyną na mistrzostwach świata w Katarze. Czy naprawdę ci piłkarze nie dysponują prostymi umiejętnościami technicznymi? Dlaczego celne podanie bez presji przeciwnika momentami przerasta możliwości profesjonalnych zawodników? Paraliż Arki na wyjazdach nie mieści się w głowie. Dziewiąta porażka poza Gdynią na dziesięć takich spotkań. Dziewiąta. Dwa strzelone gole przez 900 minut. Jedna bramka na 450 minut. To jest zawstydzające dla całej żółto-niebieskiej społeczności - piłkarzy, trenerów, działaczy, ale i kibiców. Ktoś powinien wziąć za to odpowiedzialność, bo na ten moment Arka dryfuje do I ligi. Gdynianie wylądowali w strefie spadkowej. Za tydzień w niedzielę o 12:15 Arka podejmuje na własnym boisku GKS Katowice. Oczekujemy wygranej, żarty się skończyły.
Pogoń Szczecin - Arka Gdynia 1:0
Bramka: Mukairu 5'
Pogoń: Cojocaru - Wahlqvist, Keramitsis, Szalai, Koutris (76' Mendy) - Mukairu, Acosta (77' Biegański), Ulvestad, Pozo (65' Greenwood), Grosicki (87' Loncar) - Angielski.
Arka: Węglarz - Szota, Marcjanik, Gojny (86' Abramowicz) - Navarro (63' Kocyła), Nguiamba, Jakubczyk (86' Perea), Gaprindaszwili (63' Kubiak) - Rusyn (73' Gutkovskis), Kerk - Espiau.
Źółte kartki: Pozo, Acosta, Mendy - Navarro, Jakubczyk, Gaprindaszwili, Abramowicz.
Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń).
Frekwencja: 16 221.